Entrée:

Nie wszystko, co mądre, musi być poważne i nie wszystko,
co poważne, musi te
ż być mądre.
Tego nauczył mnie Frankie.
Dodał też, że nic, co dobre, nie może być darmowe.
I tu, cholera, miał rację.

Jestem królem szos

Wednesday, September 8, 2010

Poniższy tekst napisany został na zlecenie pewnego pana (nie pozdrawiamy ani serdecznie, ani wcale), któremu zamarzyło się, że będzie piętnował wszechotaczającą głupotę. Niestety, ów pan zapomniał zacząć od siebie. Nie zleca się kilkunastu osobom napisania "na próbę", by potem wybrać najtańszą ofertę. Ale skoro pan wiedział lepiej, teraz i my wiemy lepiej jak wygląda jego paraserwis. Najtaniej.

Wbrew pozorom nie o ogólnym poziomie polskich kierowców tu będzie, a o specyficznej grupie, której rozrost porównać można już chyba tylko do inwazji królików w Australii. Skuterzyści. Jakkolwiek skłonny jestem do narzekania, daleko mi do generalizowania, stąd już teraz zwracam honor wszystkim tym, którzy - mimo, że skuterem na co dzień się poruszają - w poniższym tekście swoich cech nie odnajdują.

Przemierzając kolejne miasta, w godzinach szczytu zwłaszcza, nie sposób nie trafić na korki. Właśnie - korki, na widok których młodocianym skuterzystom oczy rozszerzają się do rozmiarów opony, a krew sięga temperatury spalin dosiadanego przez nich demona szos. I owóż skuterzysta, korzystając z tego, że korek jest wyłącznie na przeciwległym pasie, zajmuje geograficzny środek pasa ruchu i - rozpędzając się do zawrotnych 40 km/h - blokuje przejazd, gromadząc za sobą kilkaset samochodów. Trzymać się prawej strony i dać się wyprzedzić? A gdzieżby! Jam jest skuterzysta, bądź wola moja!

W każdym jednak razie skuterzystę wreszcie udaje się wyprzedzić, po czym - niecały kilometr dalej - okazuje się, że trzeba zwolnić i dołączyć do kolumny, jadących z prędkością 20 km/h, samochodów. I co się wtedy dzieje? Magia, Panowie i Panie! Jego majestat skuterzysta przypomina sobie o istnieniu poboczy, by to z lewej, to z prawej, przemykać, wyprzedzając "wlokące się" samochody.

Nie nawołuję do stosowania przemocy, w żadnym wypadku. Ale gdyby komuś, kogo w takiej sytuacji wyprzedza, dopiero co blokujący ruch, skuterzysta, zachciało się nagle - całą szerokością pasa - gwałtownie omijać wszystkie dziury, serdecznie polecam się nie krępować. Groźba gwałtownego zetknięcia z szarżującym Polonezem jak nic innego studzi zapędy skuterzystów. A policja? "Panie Władzo, sam pan widzi, ile tu dziur - trzeba omijać. A tu przecież nie miał prawa mnie wyprzedzać...".

Niestety, lamentować możemy długo, jednak dopóki nie zostaną wprowadzone stosowne zmiany w przepisach, jesteśmy bezsilni. Wystarczy rozdawana na prawo i lewo karta motorowerowa bądź sam dowód osobisty, by posiadacz skutera poczuł się pełnoprawnym użytkownikiem szos. A znajomość przepisów? "Panie, z czym do ludzi...".

0 comments:

Post a Comment