Entrée:

Nie wszystko, co mądre, musi być poważne i nie wszystko,
co poważne, musi te
ż być mądre.
Tego nauczył mnie Frankie.
Dodał też, że nic, co dobre, nie może być darmowe.
I tu, cholera, miał rację.

Na pohybel Księżniczce

Monday, August 30, 2010

Big Back, czyli Teoria Wielkiego Zwrotu
(przy użyciu słownika wyrazów trudnych napisane)

*

Bohater tragiczny:
- smok Rododendron – smok o uosobieniu przyjaznym z natury, cynicznym z przyzwyczajenia

Bohater apokaliptyczny:
- księżniczka Defekacja – apogeum upierdliwości, porwana zawczasu, zwrotu nie przyjęto

Bohaterowie ratujący fabułę:
- smok Meffiss Tofeles – Grek, idol i mentalny guru Rododendrona, smok zapobiegliwy, choć całe życie zmagający się z zagadką, kto wyrządził mu krzywdę podwójnymi literami w imieniu

- Zła Królowa Kremacja – matka księżniczki Defekacji, zwana tak z powodu używania geologicznych pokładów kremów

- Mag Destylator zwany Polejem - niezłomny w swym postanowieniu o unikaniu trzeźwości mag obdarzony nieprzeciętnymi zdolnościami i równie szkodliwym talentem destrukcyjnym, mający za zadanie – jak sam mawiał (ale nie w obecności dam) – „pilnować, żeby cały ten burdel nie poszedł się pieprzyć”.

Bohaterowie bezużyteczni (ale fajnie się nazywali):
- Dezurbanizator – budowniczy miejski, kuzyn Numernabisa

- Era(zm) GieeSeM – założyciel rotterdamskiego potentata branży telekomunikacyjnej, wynalazca idei dymnych sms-ów

*

- No i mówisz, Meffiss, że zupełnie nic nie da się zrobić? – Rododendron sms-ował ze swoim idolem za pomocą sygnałów dymnych.
- Nie. Mówię, żebyś następnym razem uważał, co deflorujesz.
- Starożytni Grecy musieli nad tym rozmyślać przez całe tysiąclecia – skwitował smok, kończąc rozmowę.

*
- Rododendron! – piskliwy krzyk powodował drżenie stalaktytów w całej jaskini.
Czego, kur…, pomyślał smok, ale na głos nie był już tak odważny.
- Czego, kur…czaczku, ci potrzeba?
- Do szczęścia? Dywanu, och, trzeba mi dywanu. Żebym po jaskini chodzić mogła na bosaka.
A mnie głowy twojej trzeba na bosaku, ocenił, po czym zmierzył siły na zamiary i lekko stonował wypowiedź.
- Pędź więc miła do Ikei!
Zamiast bezzwłocznie wskoczyć na miotłę chrząknęła znacząco.
- Jasne – parsknął Rododendron, sięgając po sakiewkę.
– Można płacić kartą?
Defekacja popatrzyła na niego jak na smoka. Jak na smoka zadającego wybitnie nierozsądne pytanie.
- Za wszystko inne zapłacisz Monstercard? – zapytał, obserwując jak księżniczka odlatuje na miotle wraz z kluczem do wszystkich jego oszczędności. – To weźcie ją sobie, cwaniaki.
*

Rododendron wiedział, że nie ma ani ziarenka piasku w klepsydrze czasu do stracenia. Nieczęsto zdarzało się, aby Defekacja opuszczała jaskinię, dlatego okazję, jaka się nadarzyła, zamierzał w pełni wykorzystać. Nieznoszącym sprzeciwu lotem koszącym udał się do przyjaciela – znanego wynalazcy – Era(zm)a GieEseMa, by ten rozesłał do wszystkich abonentów sieci informację o pilnej naradzie.
Nim klepsydrę trzy razy odwrócono, wszyscy zaproszeni byli na miejscu. Jaskinia, jak nigdy w obecności Defekacji, tętniła życiem, a skąpo odziane hostessy serwowały kufle pitnego miodu.
- Czas najwyższy wymyślić szkocką – mag Destylator krzywił się na samą myśl o przesłodzonych napojach.
- Chyba dobrze byłoby najpierw wymyślić Szkocję – trzeźwo zauważył Rododendron.
- To jakieś cholerne średniowiecze! Polej… - poprosił mag.
Zabawa trwała w najlepsze, choć problem jak był, tak nierozwiązany pozostawał. Mimo najszczerszych chęci biesiadników, którzy od czasu do czasu, pomiędzy jednym łykiem a kolejnym, podsuwali kolejne pomysły.
- A próbowałeś odesłać ją królowej Kremacji? – pytał Dezurbanizator.
Rododendron żachnął się w oburzeniu.
- Oczywiście, że próbowałem. Nie przyjęła paczki!
- Wyrodna matka – wyrwało się komuś z zebranych.
Chwilowa konsternacja wywołana popełnionym nietaktem szybko ustąpiła, gdy okazało się, że królowa jednak nie dotarła do jaskini.
- Skończyły jej się kielnie i nie miała czym nałożyć kremu – skomentował Meffiss ku uciesze tłumu.
Wzniesiono toast za rozwój przemysłu kosmetycznego.
- A może trzeba ją zabić? – zasugerował Era(zm).
Zebrani zamarli z kuflami w połowie drogi do ust, a kilka stalaktytów w desperacji oderwało się od stropu.
- Zabić Defekację? – zdziwił się Meffiss. – Posrało cię?! – dodał starożytną greką, zrozumiałą niestety dla wszystkich z wyjątkiem stalaktytów.
*

Ciemne chmury zebrały się nad jaskinią, co było umówionym znakiem, nieomylnie głoszącym, że nadchodzą kłopoty. A kłopoty nie nadchodziły, a – co gorsza – nadlatywały coraz szybciej. Rozstawieni na mogotach wokół Ikei strażnicy sygnalizowali, że Defekacja spakowała już zakupy do bagażnika miotły i nieuchronnie powraca.

- Panowie, ratujcie! – zaskomlał błagalnie Rododendron. – Kobieta mnie bije…
- Nie jęcz, cymbale, bo do końca świata będziesz krzewem – mag Destylator zajął się pilnowaniem „całego tego burdelu”.
- Wymyślmy kanalizację! – zaproponował Meffiss.
- O smocza dupa! – zaklął w podziwie Rododendron. – Ile czasu zajęło Grekom wymyślenie tego?
- Grekom? Nic. Podpierdzieliliśmy pomysł od Rzymian.
- Da się zrobić, Dezurbanizatorze? – zapytał Polej.
Architekt jedynie skinął głową, obmyślając już pokrętnie, co by tu jeszcze spieprzyć.
*

Morał z tego taki:

Rzymianie, Grecy, smoki – mądrzy jacy
uradzili, nieskorzy do pracy,
że na problem Defekacji
najlepiej zaradzić budową kanalizacji.
(I poprawić przy libacji).

0 comments:

Post a Comment